Przegląd mediów 26.11-30.11.2018r.

Senat: bez poprawek do ustawy wprowadzającej ulgę termomodernizacyjną.

Senatorowie nie wnieśli poprawek do ustawy wprowadzającej tzw. ulgę termomodernizacyjną. Pozwoli ona na odliczenie od dochodu wydatków na ocieplenie budynku jednorodzinnego w ramach programu "Czyste powietrze".
Za podjęciem uchwały w tej sprawie głosowało 84 senatorów, wszyscy byli za. Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta. Zgodnie z nowelą ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne z nowej ulgi będą mogli skorzystać płatnicy podatku PIT opłacający podatek według skali podatkowej, płacący 19 proc. liniową stawkę podatku oraz opłacający ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, którzy są właścicielami lub współwłaścicielami jednorodzinnych budynków mieszkalnych i ponoszą wydatki na realizację przedsięwzięć termomodernizacyjnych.
Ulga termomodernizacyjna ma polegać na odliczeniu od dochodu (przychodu) wydatków poniesionych na realizację przedsięwzięcia termomodernizacyjnego. Odliczeniu od dochodu (przychodu) mają podlegać wszystkie wydatki na termomodernizację, przy czym ogólna kwota odliczeń nie będzie mogła przekroczyć 53 tys. zł, bez względu na liczbę realizowanych przedsięwzięć termomodernizacyjnych w poszczególnych latach.
Minister środowiska Henryk Kowalczyk tłumaczył niedawno, że nowela przewiduje też zwolnienie podatkowe od otrzymanych dotacji na termomodernizację budynków. Przyznał, że obecne prawo nie przewiduje takich zwolnień, co powoduje, że od otrzymanej dotacji beneficjent musiałby zapłacić podatek.
Nowe prawo upoważnia ministra inwestycji i rozwoju, aby razem z ministrami: środowiska, przedsiębiorczości i technologii oraz finansów określił rodzaje materiałów budowlanych, urządzeń i usług, związanych z realizacją przedsięwzięć termomodernizacyjnych, które będą objęte ulgą.
Ustawa wejdzie w życie w życie 1 stycznia 2019 r.; z ulgi będzie można skorzystać w rozliczeniu podatkowym za ten rok, czyli składanym w 2020 r.

Bankier, 26.11.2018 r.

*************************************************************************

Za 300 tys. zł kupimy mniejsze mieszkanie niż 10 lat temu.

Dane z rynku mieszkaniowego i hipotecznego sugerują, że Polacy są chętni do zakupu lokali kosztujących 200-300 tys. zł. Warto zatem sprawdzić, jaki metraż jest dostępny za taką kwotę w największych miastach kraju i porównać aktualne wyniki do wartości sprzed 10 lat. Po ostatnich wzrostach cen lokali zestawienie wyników z III kw. 2008 r. oraz III kw. 2018 r. niestety prezentuje się mniej optymistycznie, niż można by sądzić.
W pierwszej kolejności warto przyjrzeć się metrażowi lokali, który aktualnie można kupić za 200 i 300 tys. zł na terenie miast wojewódzkich. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taka analiza opiera się na niedawno opublikowanych danych Narodowego Banku Polskiego z III kw. 2018 r. Badania NBP wskazują, że miniony kwartał był kolejnym okresem, w którym przeważały wzrosty średnich transakcyjnych cen nowych i używanych mieszkań.
Ze względu na dynamikę cen „M” z rynku pierwotnego oraz wtórnego możliwości zakupowe osób dysponujących kwotą 200 i 300 tys. zł przedstawiają się gorzej niż chociażby rok temu. Suma wynosząca 200 rys. zł w przypadku miast wojewódzkich zwykle wystarczy do zakupu niewielkiego mieszkania ze średnią ceną 1 mkw. Takie lokum z Warszawy będzie liczyć sobie zaledwie 23-24 mkw.
Kiepskimi wynikami cechują się również cztery inne metropolie: Gdańsk, Wrocław, Poznań oraz Kraków. Nawet w takich miastach jak Lublin oraz Rzeszów kwota rzędu 200 tys. zł nie wystarczy do zakupu przeciętnego „M” większego niż 40 mkw. Pozytywnym wyjątkiem jest tylko Zielona Góra. W tym mieście z zachodniej Polski 200 tys. zł wystarcza na zakup przeciętnego mieszkania o powierzchni 51 mkw. (rynek pierwotny) oraz 57 mkw. (rynek wtórny).  
Wzrost kwoty przeznaczonej na zakup lokalu do 300 tys. zł oczywiście znacząco zwiększą możliwości nabywcze przykładowego mieszkańca miast wojewódzkich. W przypadku metropolii taka kwota nadal nie pozwala jednak na zakupowe szaleństwo. Najbardziej skrajny jest oczywiście przykład Warszawy, gdzie za 300 tys. zł można nabyć jedynie typowy lokal o powierzchni 35 mkw. (rynek pierwotny) - 37 mkw. (rynek wtórny). Mieszkanie o takiej wielkości będzie kawalerką albo małym "M2". Niewiele lepiej wyglądają możliwości zakupowe mieszkańców Krakowa (43-45 mkw.) i Gdańska (41-42 mkw.). Co ciekawe, w świetle ostatnich danych to właśnie stolica Pomorza stała się drugą „najdroższą” metropolią (...)

Bankier, 27.11.2018 r.

*************************************************************************

Wyższe czynsze. Przez uwłaszczenie. Po kilka, a nawet kilkanaście milionów złotych będą musiały dopłacić spółdzielnie mieszkaniowe do uwłaszczenia. Koszty całej operacji mogą odczuć lokatorzy.

Zaplanowane na 1 stycznia 2019 r. uwłaszczenie gruntów pod zabudową mieszkaniową (Dz.U. z 2018 r. poz. 1716) miało raz na zawsze usunąć problemy wynikające z częstych i konfliktogennych podwyżek rachunków za użytkowanie wieczyste. Ponieważ rząd spieszył się z dopięciem ustawy przed wyborami samorządowymi, wiele zawartych w niej regulacji do końca prac legislacyjnych budziło spore wątpliwości. Sztandarowym przykładem jest przepis wymagający sprawdzenia, czy przy okazji uwłaszczenia nie przekroczono unijnego limitu dopuszczalnej pomocy publicznej. Przyznanie przedsiębiorcom przywileju przekształcenia użytkowania wieczystego gruntów we własność może być równoznaczne z osiągnięciem przez nich korzyści finansowych, które zakłócają konkurencję na rynku wewnętrznym. Chyba że ich wartość nie przekracza 200 tys. euro (czyli limitu pomocy de minimis). Wszystko ponad tę kwotę może oznaczać konieczność zwrotu nadwyżki do Skarbu Państwa.
Zgodnie z ustawą obowiązek uwzględniania tych niuansów dotyczy nie tylko deweloperów, właścicieli kiosków i punktów gastronomicznych, lecz także spółdzielni mieszkaniowych. One także są przedsiębiorcami w rozumieniu unijnych przepisów o pomocy publicznej, bo np. wynajmują lokale użytkowe. Za uwłaszczenie nieruchomości wykorzystywanych do celów komercyjnych spółdzielnia będzie zatem musiała wnieść – oprócz 20 rocznych opłat przekształceniowych – także nadwyżkę powstałą po wyczerpaniu limitu 200 tys. euro.
Dopłata w takim przypadku będzie odpowiadała różnicy między wartością rynkową gruntu a sumą opłat oraz dopuszczalnego limitu pomocy de minimis – wyjaśnia Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).
Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju na pytanie, czy szacowało koszty spółdzielni mieszkaniowych, zaznacza, że przepisy były szeroko konsultowane.
– W posiedzeniach komisji senackiej brał udział przedstawiciel Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych. UOKiK na bieżąco informował o obowiązku stosowania przepisów o pomocy publicznej przy przekształceniu. W toku prac nie wpływały sygnały spółdzielni o zagrożeniu znaczącymi dopłatami, w szczególności że w przypadku spółdzielni pomoc publiczna dotyczy tylko lokali użytkowych – przekonuje MIiR (...)
eraz resort zapowiada gotowość ustępstw, ale dotyczą one wyłącznie warunków wnoszenia dopłaty do limitu pomocy de minimis, a nie samej kwoty nadwyżki. Przygotował propozycję, która złagodzi ewentualne zobowiązania. Spółdzielnia będzie mogła dokonać wyboru sposobu płatności, uwzględniając indywidualną sytuację i kondycję finansową – informuje DGP ministerstwo. W projekcie nowelizacji znajdzie się przepis, który pozwoli zarówno spółdzielniom, jak i spółkom Skarbu Państwa oraz firmom na złożenie oświadczenia o zamiarze wniesienia opłaty w formie długoterminowych rat.

Gazeta Prawna, 28.11.2018 r.

*************************************************************************

Jak uzdrowić polskie budynki?

Potrzeba renowacji starzejących się, nieefektywnych energetycznie budynków i konieczność edukacji i programów wsparcia (...).
Aż 70 proc. budynków jednorodzinnych w Polsce jest całkowicie nieocieplona lub ocieplona niewystarczająco. Ponad połowa naszych zasobów mieszkaniowych, to budynki mające ponad 40 lat. Są nieprzystosowane do dzisiejszych standardów efektywności energetycznej i nie zapewniają odpowiedniego komfortu oraz warunków sprzyjających zdrowiu.
Przez długi czas budynki traktowane były jako obiekty inżynieryjne. Patrzyliśmy na nie z punktu widzenia parametrów technicznych, nie biorąc pod uwagę tego, jakie faktycznie stwarzają warunki do życia. Dopiero od niedawna twórcy aktów prawnych zaczęli dostrzegać, że budynki powstają przede wszystkim dla ludzi. Najnowsza dyrektywa Unii Europejskiej, w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD) zawiera już zalecenia w zakresie efektywności, jakości powietrza i klimatowi sprzyjającemu zdrowiu użytkowników.
Dziś tylko 10 proc. budynków w Polsce posiada klasę energetyczną A lub B. Co więcej, wskaźnik renowacji wynosi zaledwie 1-2 proc. w skali roku. W efekcie większość Polaków mieszka w przestrzeniach wymagających termomodernizacji, o niewystarczającej ilości światła i zbyt dużej wilgotności, które mają bezpośredni wpływ na zły stan zdrowia.
Cierpimy na tzw. syndrom chorego budynku. Plagą polskich domów są substancje toksyczne jak formaldehydy, wydobywające się z wykładzin, mebli czy farb niskiej jakości. Kolejnym problemem są niewłaściwe instalacje grzewcze i słaba wentylacja, wynikająca z wadliwej konstrukcji. Ponadto w Polsce mamy aż 3,7 mln domów wybudowanych z pustaków o bardzo niskiej jakości, w których najczęściej systemem grzewczym są pozaklasowe piece węglowe, tzw. "kopciuchy".Pomóc w uzdrowieniu i budynków, i w konsekwencji powietrza, ma rządowy program „Czyste Powietrze”. Łączący wsparcie finansowe z edukacją ekologiczną. Jego zadaniem jest m.in. pokonanie barier ekonomicznych, hamujących modernizację budynków.
Program zawiera 14 rekomendacji ukierunkowanych na poprawę jakości powietrza m.in. przez działania związane z inwestycjami termomodernizacyjnymi i wymianą źródeł ciepła, poprawą jakości monitoringu powietrza oraz nowoczesnym transportem (...).

Puls Biznesu, 29.11.2018 r.

*************************************************************************

Deweloperzy szybciej zmienią stawki.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju chce uregulować zasady zmiany stawki procentowej opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste. Dzięki temu deweloperzy przestaną płacić z tego tytułu wysokie haracze w niektórych miastach. Chodzi głównie o Warszawę i Kraków. Polski Związek Firm Deweloperskich uważa jednak, że projekt nie idzie we właściwym kierunku. Obecnie ustawa o gospodarce nieruchomościami nie rozstrzyga, czy władze samorządowe mogą pobierać opłatę od inwestorów za zmianę stawki procentowej rocznej opłaty, jeżeli dochodzi do zmiany, cel, na jaki ustanowiono prawo użytkowania wieczystego. Z tego powodu dochodzi do konfliktów na tym tle. Ministerstwo proponuje więc, by do zmiany stawki procentowej dochodziło z urzędu lub na wniosek inwestora – ale pod warunkiem. Mianowicie doszło już do trwałej zmiany sposobu korzystania z nieruchomości, np. na gruntach komercyjnych stoją już bloki, do których wprowadzają się już lokatorzy.
Ministerstwo proponuje także, by władze miasta mogły jednak pobierać opłatę z tego tytułu. Ale nie może ona wynieść więcej niż dwukrotność dotychczasowej opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego. Będzie to więc zdecydowanie mniej, aniżeli dziś pobierają władze Krakowa i Warszawy. Pierwsi chcą 25 proc., a drudzy – 12,5 proc. wartości nieruchomości.
Według nich prawo im tego dziś nie zabrania. Wpłata przez użytkownika wieczystego opłaty to jeden z warunków, który trzeba spełnić przy zmianie umowy użytkowania wieczystego
Propozycja co do zasady podoba się deweloperom. Projekt zniesienia dodatkowych opłat za zmianę celu przeznaczenia to dobra zmiana. Powinna usprawnić również procedury w jednostkach samorządu terytorialnego. To może stanowić istotne ułatwienie w działalności deweloperskiej, szczególnie w dużych miastach.
Chodzi o to, że miasta w miejscowych planach przeznaczają dawne tereny przemysłowe pod budownictwo mieszkaniowe. Tak jest np. w wypadku dzielnicy Wola w Warszawie, gdzie bloki buduje się na terenach, jeszcze do niedawna przeznaczonych pod zakłady przemysłowe.
Ale, stare umowy ustanawiające prawo użytkowania wieczystego nadal przewidują, że w tym miejscu można wybudować jedynie np. zakład produkujący śrubki. Inwestor jest więc w klinczu. Plany pozwalają budować mieszkania, a umowy już nie. Trzeba więc zmienić umowy i dostosować cel, na jaki przed laty ustanowiono użytkowanie wieczyste, do współczesnych realiów. I z tym jest problem, a nie ze stawkami. Prawnicy uważają, że problem może rozwiązać.
Ustawa o gospodarce nieruchomościami nie reguluje wprost kwestii zmiany celu użytkowania wieczystego. Mówi jedynie o zmianie stawek rocznej opłaty z 3 na 1 proc. Na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami użytkownikowi wieczystemu powinno przysługiwać roszczenie o zmianę celu prawa użytkowania wieczystego. Natomiast ewentualne stawki opłat z tego tytułu powinny wynikać z przepisów, a nie z jednostronnych decyzji właściciela gruntów, czyli najczęściej miasta (...).

rzeczpospolita, 30.11.2018 r.

*************************************************************************

Zobacz także inne teksty:
Przegląd mediów 03-07.12.2018r.
Szkolenie 18.12.2018 r. "Ochrona konkurencji na rynku nieruchomości"
IREM - wyższy stopień wtajemniczenia, szkolenia dla zarządców nieruchomości
Reklama na stronie PFRN
Szkolenie 16.01.2019; Efektywna komunikacja na spotkaniach
Od maja 2014 szkolenia organizowane przez PFRN spełniają wymogi normy PN-EN 15733:2010
Zostań członkiem National Association of Realtors

NEWSLETTER
Codzienne aktualności, przegląd prasy, wydarzenia
polityka prywatności
DOŁĄCZ DO SIECI
PFRN POLECA